Katastrofa na kałuży...

Uważam, że to bardzo łagodne określenie dzisiejszego meczu.
Nie pamiętam takich "batów"
Nie było Nas na boisku, czułem się jakby Pogoń grała z "okręgówką".
Robili z Nami co chcieli, byli wszędzie, wszystko im wychodziło, każde podanie celne, praktycznie zero strat
Grali bardzo przytomnie, a My?
Znowu to samo.. gra do tyłu, brak skuteczności strzeleckiej, dużo strat, słaba obrona, mało celnych podań.
Pomijam fakt, że Makuch nie strzelił karnego, z drugiej strony jest zasada, że pokrzywdzony nie strzela karnych,
to uważam, że Jemu chyba najbardziej zależało, moim zdaniem, był wyróżniających się graczem
Przy przegrywanej 2:0 powiedziałem sobie, obyśmy tylko "piątki" nie dostali na koniec meczu,
i się nie pomyliłem, czuło się to już po dwóch bramkach.

Nie wiem, czy ktoś z Was był do końca na stadionie?
"Młyn" długo coś rozmawiał z Naszymi zawodnikami, około 3 minut, widać było tylko spuszczone głowy
i wsłuchiwanie się w "głos z megafonu Młynu".
Pomijam oczywiście żenujące komentarze "kibiców gości", kiedy przechodzili Nasi zawodnicy tu się
Naszym też dobrze oberwało, kiedy szli przywitać się i podziękować sektorowi dziecięcemu.

No cóż, zostaje Nam znowu nadzieja, choć mówią, że Matką głupich.
Nie wiem czy dźwigną się psychicznie z tego wstydu i żenady, ja myślę, że nie.

I na koniec powstaje pytanie? Jak długo jeszcze my kibice wytrzymamy? Jak długo...?

....

Najbardziej to żal dzieciaków, bo stanęły na wysokości zadania w przeciwieństwie do piłkarz,z których z każdym meczem coraz bardziej uchodzi powietrze. Zastanawiający paraliż...
Ja dotrwałem do 0-4 więc też dałem ciała.
Kupa, wstydu. Brak słów
P.S. 19 lat temu z Lechem było 1-6 więc to nie "rekord",
ale marna to pociecha

Zaloguj aby komentować

Zaloguj aby komentować

Powered by eZ Publish™ CMS Open Source Web Content Management. Copyright © 1999-2010 eZ Systems AS (except where otherwise noted). All rights reserved.